IVRP.pl Strona Główna IVRP.pl
polityka - militaria - kultura - podróże

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Kretyk
Autor Wiadomość
Hegemon 
Beczkowóz


Pomógł: 2 razy
Wiek: 42
Dołączył: 11 Lut 2006
Posty: 11979
Skąd: z głupia frant
Wysłany: Nie 15 Paź, 2006 18:47   Kretyk

Reich-Ranicki i fałszywy życiorys

Dokumenty zachowane w IPN pozwalają stwierdzić, że Marceli Reich mija się z prawdą, pisząc o swej przeszłości


Kilka lat temu ukazały się w Polsce wspomnienia Marcelego Reicha-Ranickiego. W naszym kraju mniej znany, w Niemczech Reich należy do grupy czołowych krytyków literackich i recenzentów życia kulturalnego. Znaczna część jego wspomnień dotyczy spraw związanych z Polską. Fragmenty te zasługują tylko na jedno miano: fałszerstwa historycznego.
Marceli Reich urodził się we Włocławku w 1920 roku. Jako chłopiec, miał wówczas dziewięć lat, przeniósł się z całą rodziną do Berlina. Tu w 1938 roku zdał maturę i zaczął pracę jako urzędnik w dużym domu handlowym. Jednak kilka miesięcy później hitlerowcy wysiedlili go z powrotem do Polski.

Droga do UB

Po wkroczeniu Niemców do Warszawy w 1939 r. Reich znalazł zatrudnienie w Judenracie, gdzie do wiosny 1943 r. pracował jako tłumacz. Udało mu się uniknąć wywiezienia do obozu zagłady; wedle jednej z powojennych wersji miał uciec z transportu jadącego do Treblinki. Potem do lata 1944 r. ukrywał się w polskiej rodzinie w Gocławiu – wówczas jednej z podwarszawskich miejscowości.

Nowy etap w życiu Marcelego Reicha rozpoczął się w chwili wkroczenia Sowietów. Po wstąpieniu do komunistycznego wojska rozpoczął służbę w Zarządzie Polityczno-Wychowawczym WP. Stamtąd trafił do Głównego Urzędu Cenzury. W opublikowanych po latach wspomnieniach pisał: „po kilku dniach zatrudnieni w cenzurze musieli podpisywać oświadczenie, że wszystko, co wiąże się ze służbą, zachowają w tajemnicy. Było to postępowanie rutynowe, bez jakiegokolwiek znaczenia. Dopiero jednak z tego formularza odbitego na hektografie mogłem wywnioskować, że dostałem się do jednostki, która (…) podlegała kontroli Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego”.

Powyższy fragment jest typowym przykładem przeinaczeń zawartych w cytowanych wspomnieniach. Cenzura nie była bowiem „kontrolowana” przez komunistyczną bezpiekę, tylko była jej częścią składową. Reich-Ranicki doskonale o tym wiedział od pierwszych dni swojej służby. 24 października 1944 r. własnoręcznie wypełnił „Kwestionariusz współpracowników Resortu Bezpieczeństwa Publicznego”. Złożył też podanie o przyjęcie do bezpieki. Także wiele innych dokumentów podpisanych ręką Ranickiego nie pozostawia wątpliwości, że miał on pełną wiedzę, że jest funkcjonariuszem UB. W bezpiece służyła też jego żona.

W GUC Reich pracował jako cenzor i zastępca kierownika oddziału zagranicznego. Wydawał się na to stanowisko znakomitym kandydatem: znał dobrze niemiecki i angielski. Ponadto w życiorysie sporządzonym w październiku 1944 r. pochwalił się aktywną działalnością w przedwojennej Komunistycznej Partii Niemiec, do której wciągnął go szwagier Gerhard Boehme. Reich miał nawet redagować i wydawać czołowe pismo KPD „Rote Fahne”. Ale po roku pracy w bezpiece zaczął otrzymywać negatywne oceny przełożonych. Zastrzeżenia dotyczyły niskiej dyscypliny podległej Reichowi jednostki oraz jego osobistych przywar, z których najbardziej zauważalne było przesadne poczucie własnej wartości. W listopadzie 1945 r. kierownik Głównego Urzędu Cenzury Hanna Wierbłowska (żona znanego działacza komunistycznego Stefana) pisała już bez ogródek: „bardzo zarozumiały. Malkontent. Ma wygórowane pojęcie o sobie. Megaloman”. Reich został usunięty z MBP. Bynajmniej nie oznaczało to końca jego kariery w komunistycznej bezpiece.

Kierunek: Niemcy

W grudniu 1945 r. Marceli Reich-Ranicki rozpoczął pracę w polskim Biurze Rewindykacji i Odszkodowań w Berlinie. Biuro miało zajmować się odzyskiwaniem dobytku zrabowanego przez Niemców w Polsce: od dzieł sztuki do maszyn i urządzeń technicznych. Praca ta była jednak tylko przykrywką dla prawdziwych działań Reicha. Po latach napisał: „w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (…) słyszał o mnie pewien major. Interesował się mną mianowicie w imieniu instytucji, w której pracował – w polskim wywiadzie (…) w armii poszukiwano ludzi, jeżeli to możliwe młodych i wykształconych, którzy znają języki obce i którzy o zagranicy, zwłaszcza o Niemczech, mieli niejakie pojęcie.”

Marceli Reich nie został więc wyrzucony z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, tylko skierowany do tajnej pracy na terenie Niemiec. Potwierdzają to dokumenty zachowane w jego teczce osobowej. Wynika z nich, że Reich został współpracownikiem Wydziału 2. (samodzielnego) MBP, czyli komunistycznego wywiadu. Jednostką tą kierował wspomniany przez Reicha major, a potem pułkownik Juliusz Burgin – stary komunista i wytrawny agent NKWD. Nie wiadomo dokładnie, czym zajmował się Reich w Berlinie. W piśmie z 24 kwietnia 1946 r. płk Burgin pisał tylko: „w ciągu okresu od momentu zwolnienia do dnia dzisiejszego ppor. Reich pracował w jednej z polskich placówek dyplomatycznych. Przez cały czas ppor. Reich wywiązywał się sumiennie z powierzonych mu obowiązków, przejawiając wiele oddania, inicjatywy własnej i samodzielności w pracy”.

Po wojnie Ranicki pisał o „antyhitlerowskich” motywach, które miały pchnąć go do współpracy z komunistycznym wywiadem: „jeśli bym wówczas, jeszcze w czasie wojny przeciwko narodowosocjalistycznym Niemcom, odrzucił propozycję polskich władz i odmówił podjęcia pracy w służbie wywiadowczej – uważałbym to za plamę na mojej biografii”.

Kłopot w tym, że służba Reicha w Berlinie rozpoczęła się na przełomie lat 1945/1946, a więc pół roku po zakończeniu drugiej wojny światowej. Nie było już wówczas potrzeby zwalczania żadnych „narodowosocjalistycznych” Niemiec.

Po przyjeździe z Berlina w kwietniu 1946 roku Reich już oficjalnie rozpoczął służbę w centrali komunistycznego wywiadu. Systematycznie wspinał się na kolejne szczeble kariery. W lipcu 1946 roku dostał awans na porucznika; za wybitne osiągnięcia dostał też Złoty i Srebrny Krzyż Zasługi. Mimo znanych już przywar charakteru za pracę operacyjną Reich otrzymywał od swoich przełożonych dobre oceny. Jeden z nich pisał w lutym 1948 r.: „politycznie pewny i stały. Duże zdolności pracy z agenturą, znajomość psychiki agenta. Wykazuje dużo inicjatywy w pracy. (…) Obowiązkowy, ale niezbyt pracowity. Lotnością umysłu nadrabia luki w systematyczności”.

W styczniu 1949 r. Reich dostał awans na kapitana. Niedługo potem szef Departamentu VII MBP (wywiadu) gen. Wacław Komar wystąpił o zwolnienie Reicha z pełnionego stanowiska i udzielenie bezterminowego urlopu. Nawet laik wiedział, że to wstęp do kolejnej misji za granicą.

W Londynie

Niemal cały rok 1949 Reich (zmienił wówczas nazwisko na Ranicki) był zastępcą konsula, a potem konsulem komunistycznej Polski w Londynie. Była to jednak tylko oficjalna funkcja. Pracował tam dla Departamentu VIII MBP (wywiadu). W swojej książce napisał: „zadanie służby wywiadowczej polegało na tym, aby zbierać informacje o polskiej politycznej emigracji w krajach zachodnich, o jej nurtach, zamiarach i organizacjach. Dokładniej: chodziło o informowanie w porę, jakie politycznie migranci chcą przedsięwziąć działania przeciwko nowemu państwu polskiemu, jakie mają plany”. Także w dalszej części wspomnień Reich bagatelizuje swoje zasługi dla komunistów, twierdząc, że nigdy nie pracował z agenturą, a swoje raporty sporządzał z informacji od kuzynów, z plotek oraz prasy: „co do mnie nigdy nie miałem kontaktów z polskimi emigrantami (…) do mnie należało opiniowanie informacji i sprawozdań i przesyłanie ich dalej – do Warszawy”.

Ale dokumenty zachowane w IPN pozwalają stwierdzić, że Marceli Reich jak zwykle mija się z prawdą. Profesor Krzysztof Tarka ustalił, że był on rezydentem wywiadu komunistycznego (pseudonim Albin) i prowadził w Londynie bardzo aktywną działalność operacyjną. Jej ostrze było wymierzone w polskie środowiska niepodległościowe. Jedną z osób, z którymi pracował „Albin” w Anglii, był agent UB o pseudonimie Bliźni. Zwerbowany jeszcze w Polsce, został wysłany do Londynu w celu założenia siatki wywiadowczej pracującej w środowisku polskiej emigracji. „Albin” podjął go na kontakt wiosną 1949 r.; dawał zadania, przyjmował od niego raporty i wręczał pieniądze na działalność operacyjną. Postać „Bliźniego” wydaje się nie mniej ciekawa niż losy samego Reicha-Ranickiego. Pod tym pseudonimem w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego ukrywano jednego z najbliższych współpracowników Bolesława Piaseckiego, który zrobił wielką karierę w PRL. Ryszard Reiff – bo o nim tutaj mowa – został potem członkiem komunistycznej Rady Państwa.

Innym znanym Polakiem, któremu przyszło się zetknąć z „Albinem”, był pisarz Stanisław Cat-Mackiewicz. Cierpiąc biedę i odczuwając coraz większą niechęć do działalności na emigracji, chciał Mackiewicz wrócić do Polski. Skontaktował się więc z prokomunistycznym dziennikarzem Bernardem Singerem, który niespecjalnie ukrywał swoje związki z komunistycznym wywiadem. Singer (agent VII Departamentu MBP ps. Rex) doprowadził do spotkania Stanisława Cata-Mackiewicza z kpt. Marcelim Reichem-Ranickim, „Albinem”. Doszło do niego w Waterloo Park 25 czerwca 1949 r. Cat-Mackiewicz prosił Reicha o gwarancje bezpiecznego powrotu do kraju. W raporcie dla Warszawy „Albin” przytaczał słowa Mackiewicza: „rozumie Pan, nikomu nie chce się siedzieć w więzieniu. Chciałbym więc mieć jakieś zapewnienie, że na powrót mój jest zgoda i że nie będę wsadzony do więzienia”.

„Albin” był nieugięty. W zamian za obietnicę zezwolenia na wjazd do Polski zażądał, by Mackiewicz został w Londynie agentem UB. „Cat” stanowczo odmówił, więc usłyszał od „Albina”, że droga do Polski jest dla niego zamknięta. Kontakty między Mackiewiczem a „polskim konsulem” zostały zerwane.

Dziś Reich-Ranicki twierdzi, że w Londynie nie prowadził żadnej działalności wywiadowczej, nie pracował z agenturą, a tylko recenzował raporty wysyłane przez innych do Warszawy. Dokumenty IPN jednoznacznie dowodzą, że to nieprawda. A rola, jaką „Albin” odegrał w sprawie pisarza Stanisława Cata-Mackiewicza, stawia go w wyjątkowo nieciekawym świetle.

Tylko cytowane wcześniej twierdzenie Reicha, że zbierał informacje „od kuzynów”, wydaje się prawdziwe. Otóż zwerbował do współpracy z wywiadem swojego szwagra Gerharda Boehmego, o którym wspomina w swojej książce. Boehme miał posługiwać się pseudonimem Kawa i za informacje dla komunistycznego wywiadu dostawać 30 funtów miesięcznie.

Reich „represjonowany”

Po powrocie do kraju Reich służył w bezpiece ledwie około miesiąca. Zwolniono go w styczniu 1950 roku na rozkaz ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza. Swoje odejście z UB Reich przedstawił we wspomnieniach jako niemal bohaterską epopeję: „moja sytuacja w Londynie stawała się coraz trudniejsza. W stolicach różnych krajów bloku wschodniego odbywały się procesy pokazowe, które w niepokojącej formie przypominały sowieckie »czystki« lat trzydziestych. W niektórych przypadkach ( na przykład w procesie Rajka 1949 r. w Budapeszcie) były wyraźnie dostrzegalne akcenty antysemickie. (...) Mieliśmy wszelkie powody, żeby się bać, że ja wnet zostałem uznany za »kosmopolitę«. (…) Stało się gorzej, niż myślałem. W ciągu niewielu tygodni zwolniono mnie zarówno z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, jak i Ministerstwa Bezpieczeństwa. Wylądowałem w pojedynczej celi. (…) Po dwóch tygodniach byłem znów wolny. Zdecydowano, że nie będę miał procesu sądowego”.

Zachowane dokumenty archiwalne jak zwykle przedstawiają sprawę inaczej.

Osoba Reicha-Ranickiego już wcześniej budziła liczne wątpliwości. Oprócz cech osobowościowych – w opiniach służbowych przedstawiano go jako zarozumiałego megalomana – za niejasną lub wręcz kompromitującą uznawano jego przeszłość. Rzekoma działalność w Komunistycznej Partii Niemiec i wydawanie „Rothe Fahne” wspólnie ze szwagrem Gerhardem Behme, którymi Reich chwalił się w życiorysie z 1944 r., okazały się mistyfikacją. Co więcej, z ustaleń bezpieki wynikało, że związki Behmego z partią komunistyczną nie były zbyt silne, a on sam był „podejrzanym” trockistą.

Wątpliwości budziły też różne wersje wydarzeń, jakie w swoich życiorysach przedstawiał Reich na temat swoich kontaktów z KPD, a także okoliczności wydostania się z getta. Raz pisał, że uciekł z transportu do Treblinki, w innych kwestionariuszach opisywał ten fakt zupełnie inaczej. Funkcjonariusze UB po prostu nie byli w stanie ocenić, która wersja jego życiorysu jest prawdziwa, a kiedy Reich konfabuluje. Ale za szczególnie kompromitujące i dyskwalifikujące jako funkcjonariusza MSW uważano służbę w Judenracie. Mimo że Reich nie pełnił tam żadnego eksponowanego stanowiska, sam fakt pracy w tej instytucji traktowano jako kolaborację z hitlerowcami.

Kroplą, która przelała kielich, stały się nadużycia, jakie Reich popełnił, wydając wizę swojemu szwagrowi Gerhardowi Boehme. Trudno powiedzieć, dlaczego to zrobił. Fakt pozostaje faktem: wiza została wydana z naruszeniem procedur i obowiązujących w Departamencie VII MSW wewnętrznych instrukcji. Reich zachował się nielojalnie.

Propagandowa mistyfikacja

Zbierając wszystkie powyższe zarzuty, w styczniu 1950 r. kierownik wydziału ds. funkcjonariuszy płk Jerzy Siedlecki pisał do ministra Stanisława Radkiewicza: „proszę Obywatela Ministra o wyrażenie zgody na ukaranie kpt. Reicha Marcelego 14-to dniowym aresztem zwykłym oraz wydaleniem z pracy w aparacie B.P. z dniem 31.I. 1950 r.”.

Po dwutygodniowym pobycie w areszcie – którego genezę tak ubarwił w swojej książce – Reich został wyrzucony z UB jako nieprzydatny do dalszej służby. Nikt nigdy raczej nie chciał robić mu procesu, a jego wspomnienia na ten temat są propagandową mistyfikacją.

Dokumentów wytworzonych po 1950 r. jest w teczce Reicha stosunkowo niewiele. Wynika z nich, że wspomniany wyjechał z Polski w 1958 roku. Jedną z ostatnich osób, z którymi spotkał się w Warszawie, był pisarz Günter Grass. Niestety, ani jednego, ani drugiego nikt nie inwigilował, toteż nie zachowały się z tego spotkania żadne fotografie. Zapewne stanowiłyby one ciekawą dokumentację życia społecznego: wielki krytyk literacki i wielki pisarz, były funkcjonariusz UB i były żołnierz Waffen SS na spotkaniu w kraju tak doświadczonym przez nazizm i komunizm. Obaj, i Grass, i Reich, często i w podobnym duchu i ostrej formie wypowiadający się w kwestiach filozoficznych i moralnych. Obaj równie rzetelni w sprawie własnej przeszłości.

Piotr Gontarczyk

Autor, historyk i politolog, jest pracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej

http://wiadomosci.onet.pl...2,kioskart.html
http://wiadomosci.onet.pl...2,kioskart.html
http://wiadomosci.onet.pl...3,kioskart.html
_________________
Его Высокопревосходительство
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 12